Sunless Sea – recenzja mrokiem i opowieścią nasączona

przez Sir_Onufry
0 komentarzy

Ahoj kapitanie! A więc chcesz wyruszyć w podróż po wodach Unterzee.  Widzę żeś jeszcze żółtodziób więc pozwól polecić mi swe skromne usługi przewodnickie. Wszak wszyscy, którzy żeglowali na bezsłonecznym morzu pieją peany na jego cześć, jednakowoż strzeż się. Być może, to koszmary z najmroczniejszych czeluści pomieszały im zmysły, albo my nie jesteśmy gotowi na dary morza. Zaintrygowany? Mam taką nadzieję. Przysiądź się więc i wysłuchaj opowieści o Sunless Sea.

Wyrusz parostatkiem w piękny rejs

Szybkie streszczenie warstwy gameplayowej i szczegółów. przed recenzją właściwą. Cała gra opiera się na dwóch rzeczach: Pływaniu stateczkiem po morzu i zbieraniu licznych opowieści z odwiedzanych wysp oraz  przygodówki tekstowej z częstymi wyborami ,,co dalej?”. Grę stworzyli, a w 2015 roku wydali ludzie z Failbetter Games. Nie licząc darmowego i przeglądarkowego Fallen London jest to ich pierwsza gra, która z miejsca podbiła scene gier Indie. Minimalna wiedza do zrozumienia recenzji jest, a więc do dzieła!

Ha podróżniku! Pewnie takiego świata nie widziałeś i szybko nie zobaczysz

Bez owijania w bawełnę. Gra pozbawiona jest głównej osi fabularnej, na której mogły by się oprzeć opowieści zawarte niej. To niezwykły świat Fallen London, pozbawiony słońca, przesycony luminescencją i tworami z koszmarów najobrzydliwszych rzezimieszków, jest najlepszym elementem całej gry. Są tacy, co to powiadają, że jest tu Lovecraftowo. Faktycznie początkowo nic nie zdaje się temu przeczyć, ale im dalej w las, a raczej głębiej w morskie czeluści, widać że proza samotnika z Providence to tułów do którego przyszyto najrozmaitsze kończyny literackie, w tym absurd i humor. Bogowie tego świata bardziej niż Przedwiecznych, przypominają raczej coś na kształt żeglarskiego voodoo. Pomimo sporej ilości horroru i grozy, w opowieściach, znajdziemy też historię szczurzej republiki toczącej wojnę z świnkami morskimi o ustroju feudalnym, czy też wyspę zamieszkaną przez listonoszy, gdzie w piwnicy poczty znajduje się bezdenna dziura. Wszystkie napisane są bardzo przyjemnie, a czyta się je jak dobrą powieść. Jedyne miejsce do narzekania daje tutaj ich długość, są nieco krótkie, oraz brak możliwości poznania wszystkiego za jednym pobytem na wyspie(do tego wrócę później). Faktem jest, że osoba która pisała to wszystko ma pióro lekkie, a potrafiące stworzyć gęsty i mroczny klimat, coś bez czego ,,Bezsłoneczne Morze” nie miało by prawie nic na swoją obronę.

Przystrój się ładnie, bo i samo morze ubrało dziś suknie z koszmaru i tajemnicy, a przygrywa na harfie ze szczątek żeglarzy

Graficznie i dźwiękowo jest skromnie, bo w końcu co można zmieścić w kilkuset megabajtach? O dziwo bardzo stylową grę. O ile spierać można się o wygląd załogi i statku, które moim zdaniem są po prostu brzydkie i zbyt uproszczone, tak ciężko złorzeczyć morzu. Jest po prostu śliczne. Ręcznie malowane tło po którym pływamy potrafi nadać klimat i zaintrygować, a i wyspy są wyjątkowe chociaż nie tak ciekawe, jak porty główne. A jeśli chodzi o muzykę, to co można o niej powiedzieć? Jedno. Jest doskonała. Robi robotę. Jest solą tego morza. Nastrój jaki tworzy zależnie od miejsca; w trakcie czytania tekstów; w momencie pływania po Unterzee; kiedy zawija się do portu; rozpoczyna się walka, wszystko to jest okraszone odpowiednią muzyką. Ba, w samym menu głównym, z którego troszkę bieda piszczy, dźwięk nadrabia graficzną pustkę. Muzyka jest prawdziwym czynnikiem tworzącym klimat wiecznego zaszczucia, paranoi i zagrożenia. Ciężko powiedzieć co to za muzyka w technicznym znaczeniu, ale jeśli się ją usłyszy to łatwo powiązać z konkretnym uczuciem, jak choćby strach czy ulga.

A teraz posłuchaj uważnie, albowiem wpływamy na mieliznę

Tak bardzo jak można zachwycać się klimatem i warstwą narracyjną gry, trzeba pamiętać o jednym. To nadal jest gra, a do tego naprawdę płytka, jeśli chodzi o samą rozgrywkę. Całą mechanikę pojedynków można opisać w jednym zdaniu: trzymaj wroga w zasięgu ataku i czekaj aż broń się naładuje, kliknij przycisk ataku i powtarzaj dopóki wróg nie umrze. Ot cała walka. Rozwój postaci oparty na kilku czynnikach jest bardzo prosty. W trakcie gry można podnosić współczynniki wyżej na skutek wyboru towarzyszy podróży lub decyzji w dialogach. Statystyki przekładają się na wyższe szanse procentowe podczas wyborów w dialogach, które wpływają na grę w niewielkim stopniu, ot tu zwiększy nam się jakaś cecha, stracimy postać z załogi, albo też zyskamy nową. Poza tym w grze występują 3 główne zasoby strategiczne, którymi trzeba się umiejętnie posługiwać. Paliwo, jedzenie i strach. Ich działanie zrozumie każdy w 30 sekund po włączeniu gry. Produkcja ponadto jest przesiąknięta w wysokim stopniu losowością, jednym to się spodoba, a mnie drażniło potężnie. No ale da się zdzierżyć nawet to dla dobrych historii morskich.

Cóż, a więc płytkie wody masz już za sobą, lecz uważaj bo o to przed tobą wizja rozbicia się na skałach

Jeśli chodzi o całkowite narzekanie to należy zacząć od jednej konkretnej rzeczy. Niechaj morska toń pochłonie nikczemnika, który projektował dziennik. Czytania jest dużo, a natywnie tekst jest maczkiem pisany przez co bardzo męczy. Pomaga zwiększenie skalowania interfejsu, ale wtedy przeszkadza on w normalnej rozgrywce. Warto też dodać, że gra jest tylko w języku angielskim i czasem korzysta z staro-angielskiego, więc tak czy siak szykuj słownik. A teraz moment najważniejszy czy całkowicie rozminiesz się z tym dziełem, czy zakochasz. Gra opiera się na czytaniu tekstu i poznawaniu historii, ale tu się pojawia największy dla mnie problem. Trafisz na ciekawą wyspę i chcesz poznać historie które skrywa? To świetnie! Wczytujesz się w genialnie napisaną powiastkę, brniesz dalej i dalej, aż pojawia się wybór ,,co poczniesz?”

I tu zaczyna się prawdziwy koszmar

Dla deczyji A masz zbyt niskie statystyki, więc na pewno się nie powiedzie. Musisz się zdecydować na opcję B. No ale nie masz przedmiotu X, który pozwoli odblokować opcje dialogową B. Żeby zdobyć przedmiot X musisz popłynąć na drugi koniec mapy. Dodam, że stateczek porusza się z prędkością pijanego ślimaka morskiego, którego ktoś polał szybkoschnącym betonem. Na drugim końcu mapy w najlepszym wypadku dostaniesz przedmiot X i będziesz musiał wrócić do portu z opcją dialogową B. W najgorszym okaże się, że żeby dostać przedmiot X będziesz musiał przynieść komuś rzecz Y z kolejnego krańca mapy. Co więcej dopóki nie zwiększysz swoich statystyk odpowiednio, to masz duże szanse, że co ciekawsze opcje dialogowe zawsze zakończą się fiaskiem, więc tak czy siak nie poznasz historii danego portu przez najbliższe dwie godziny. W moim mniemaniu to jest właśnie największy problem. Sunless Sea co chwilę przerywa ci bardzo ciekawą opowieść każąc grać w płytką i nużącą popierdółkę.

Więc co powiesz kapitanie, gotowy wyruszyć w rejs po cudownym morzu dziwów i strachów?

Jednego jestem pewien. Gra potrafi okropnie wymęczyć ciągłym pływaniem w tą i z powrotem oraz wieczną losowością. Jednak ciężko jej nie polubić. Świat przedstawiony aż chce się chłonąć, każdą linijkę tekstu przeczytać z nabożnym skupieniem. Wszystko to tylko po to, żeby coraz bardziej zagłębiać się przepastną toń świata, jego niezwykłość i brutalność. Szkoda tylko, że produkcja ciągle w tym przeszkadza miotając nas po mapie, jak Posejdon miotał Odyseuszem, za zabicie Polifema. Jeśli jesteś cierpliwy i zniesiesz prostą grę eksploracyjno-survivalovą, to dodaj do oceny dodatkowy punkt, a w Sunless Sea się zakochasz. Jeśli chcesz głębi rozgrywki, lub niezmąconej opowieści to unikaj jak tłuściutki kupiec piratów lub odejmij dwa punkty od oceny. Ja stanąłem gdzieś pomiędzy, bo bawiłem się całkiem nieźle, ale po parunastu godzinach, kiedy widziałem, że znów brakuje jakiegoś przedmiotu do opcji dialogowej B, to coś we mnie pękło. Na marginesie warto pamiętać, że plusy i minusy nie są sobie równe. Życzę przychylności bogów morza.

Niech Sól, Skała i Sztorm będą z wami!

Po więcej newsów i recenzji ze świata gier zapraszamy na gaminguniverse.pl oraz polecamy śledzić nasze media społecznościowe, aby dostawać powiadomienia o nowych wpisach.

Żródło grafik: Screeny własne i Sunless Sea: Launch Trailer

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry

Może ci się także spodobać

Zostaw Komentarz