Recenzja Sunset Overdrive, czyli punk i surf rock nie umarły

przez Alton
0 komentarzy

Trudno jest zacząć pisać o tej grze. Jest to mix tylu różnych pomysłów, że wydaje się niemożliwym ująć to w ramach jednej spójnej recenzji i opisać wszystko w zrozumiały i przystępny sposób. Mimo wszystko postaram się podjąć tej próby, gdyż omawiana gra zwyczajnie na to zasługuje.

O zagraniu w Sunset Overdrive myślałem już od czasu, kiedy gra wyszła w 2014 roku na Xbox One, jednak samej konsoli nie posiadałem, co utrudniło mi dostęp do tytułu. W trailerach i zapisach rozgrywki urzekło mnie specyficzne poruszanie się po świecie przedstawionym; przypominało mi nieco to, które znamy choćby z serii InFamous od Sucker Punch. Niespodziewanie po 4 latach gra trafiła na Microsoft Store, a następnie na Steam, co zdecydowanie ułatwiło części graczy zagranie w tę produkcję, w tym także i mnie. Grę nabyłem dopiero niedawno ze względu na kuszącą cenę (zaledwie 20zł) i teraz wiem, że jest ona zdecydowanie jej warta.

Zanim zacznę się wgryzać w samą grę, muszę zaznaczyć, że jak każda recenzja, jest to tekst subiektywny, czyli odnosi się jedynie do moich wrażeń z rozgrywki. Oczywiście będę opisywać poszczególne mechaniki czy samą strukturę gry, jednak ogólna ocena zostanie wystawiona jedynie przez pryzmat moich osobistych wrażeń. Jest to ważne szczególnie przy tym tytule, gdyż jest na tyle specyficzny, że polaryzuje on pewną grupę graczy. Zaznaczam też, że ilość zalet i wad nie ma w gruncie rzeczy znaczenia, bo nie są one ze sobą równoważne.

Co najlepszego wydarzyło się w Sunset City?

Grę rozpoczynamy ze stworzoną przez nas postacią, która jest sprzątaczem na imprezie dotyczącej rozpoczęcia sprzedaży nowego energetyka. Event przybiera niespodziewany obrót wydarzeń, ponieważ wszyscy, którzy wypili rzeczony napój, zaczęli w błyskawicznym tempie mutować. Nasz bohater bądź bohaterka jest jedną z osób, która na szczęście nie ośmieliła się go spożyć, więc cudem uchodzi ona z życiem z imprezy pełnej dziwacznych mutantów, zwanych później odmieńcami. Gra zaczyna się hitchcockowskim trzęsieniem ziemi i nie zwalnia aż do końca.

Wizja samego Sunset City potrafi zaciekawić i zauroczyć

Świat gry wypełniony jest postaciami, które są kompletnie oderwane od rzeczywistości; trudno powiedzieć, czy to okoliczności tak na nich wpłynęły, czy byli tacy od zawsze. Wśród nich znajdziemy zagorzałych fanów imprez LARP z niskobudżetowymi strojami, azjatyckich wojowników, paczkę nerdów okupujących salon gier, czy opiekuńcze cheerleaderki. Choć każda z postaci jest do bólu stereotypowa, to uważam, że po prostu działają. Doskonale rozumiem zarzuty wobec dialogów, bo często brzmią one jakby ludzie po czterdziestce próbowali napisać scenariusz bazujący na humorze nastolatków, ale mimo wszystko to w dziwny sposób spaja się z ich wizją świata 2027 roku i niejednokrotnie potrafi wywołać zarówno autentyczny śmiech, jak i uśmiech politowania.

Główny bohater

Często podchodzę z uprzedzeniem do gier z wbudowanym kreatorem postaci, gdyż niejednokrotnie oznacza to, iż będzie ona pozbawiona własnego charakteru. Nie jest tak oczywiście w każdym przypadku (jak na przykład w serii Saints Row poza pierwszą częścią), ale zaryzykuję stwierdzenie, że jest to dosyć częste zjawisko. Całe szczęście nie dzieje się tak w tym przypadku: postać jest błyskotliwa, często rzuca trafnymi żartami i ripostami, jest kompletnie zafascynowana światem, w jakim przyszło jej żyć, mimo to stara się uciec z Sunset City. Co więcej gra wielokrotnie przełamuje czwartą ścianę. Nasza postać jest świadoma bycia bohaterem gry i nie waha się odnosić do mechanik jakie gracz wykorzystuje. Naśmiewa się z respawnów (które swoją drogą stanowią nawiązania do wielu tworów popkultury), włączając grę odwraca się w stronę kamery, czy komentuje powtarzającą się strukturę misji, bądź punktuje klisze utarte od wielu lat w świecie elektronicznej rozrywki.

Kreator może nie jest za bardzo rozbudowany, ale mimo to można w nim stworzyć wiele ciekawych kreacji

Misje

Choć jak już wspominałem, gra utrzymuje dobre tempo akcji, a misje potrafią być bardzo pomysłowe i pełne absurdów, to część z nich cierpi na schematyczność. Często jest to struktura typu „pójdź, zabij, zabierz, wróć”, ale nie odczułem tego tak bardzo, bo gra stara się dobrze balansować między świeżymi pomysłami, a powtarzalnymi mechanikami. Wątek główny jest niestety przerywany kilkoma obowiązkowymi misjami z obroną bazy, które są całe szczęście dosyć krótkie i proste (i jako jedyne poza prologiem ukazują świat w nocnej scenerii).

Dlaczego gra się w to aż tak dobrze?

Przechodzimy teraz do niewątpliwie najlepszej strony tej produkcji, czyli poruszania. Jestem niezwykle ucieszony faktem, że 7 lat temu (aż dziw bierze, że aż tyle) nie myliłem się co do tego aspektu i sprawił mi jeszcze więcej frajdy niż się spodziewałem. W skrócie: postać potrafi sunąć po barierkach i liniach energetycznych, odbijać się od obiektów na ziemi, biegać poziomo po ścianie, czy obracać się na lampie ulicznej. Wszystkie te elementy, po których można się poruszać, są skrzętnie zbudowane i umieszczone w taki sposób, że dotknięcie ziemi to tylko i wyłącznie wina gracza. Po świecie da się poruszać w taki sposób, że stykanie się z podłożem staje się ewenemtentem. Mimo wszystko pierwsze godziny rozgrywki mogą nie przynieść takiej frajdy, gdyż gracz musi się nieco obyć ze sterowaniem, które w gruncie rzeczy jest całkiem proste (przyciśnięcie jednego przycisku przyciąga nas do krawędzi, później musimy jedynie dobrze wymierzać skoki i wybierać kolejne obiekty, do których chcemy się przyczepić), jednak trzeba nabrać w nim pewnej wprawy. Poruszanie się po Sunset City jest na tyle przyjemne, że dopiero pod koniec wątku głównego dowiedziałem się o możliwości skorzystania z szybkiej podróży, kiedy moja postać powiedziała mi to wprost.

Oprawa

Poza fantastycznym systemem poruszania, gra potrafi zachwycić oprawą audiowizualną. Muzyka to mieszanka punku, garage rocka z mocną domieszką ukochanego przeze mnie surf rocka. Ścieżka dźwiękowa idealnie współgra z „flow” z jakim porusza się nasza postać i widać, że ktoś w Insomniac Games przyłożył sporo uwagi, aby gra brzmiała dobrze.

Oprawa graficzna ma interesujący styl, świat jest pełen kolorów i choć minęło 7 lat od premiery, to gra wciąż prezentuje się naprawdę dobrze. Animacje postaci przy wykonywaniu kolejnych akrobacji dają pewną satysfakcję. Trudno mi jednak przejść obojętnie obok dialogów na rozpoczęcie misji pobocznych, kiedy to dwójka bohaterów stoi jak słupy bez ruchu, a animacja ust nie zgrywa się z tym co postacie mówią. To całe szczęście nie tyczy się cutscenek.

Problemem w cutscenkach są jednak pojawiające się bugi graficzne, które zmieniają obraz na kilka sekund w zieloną breję. Jeśli ktoś korzysta z monitora powyżej 60hz, to prawdopodobnie nie będzie chciał odblokowywać klatek, gdyż wtedy na krawędziach obiektów zaczyna pojawiać się zielony obrys, co może nieco irytować na dłuższą metę. Problemy te można zlikwidować wyłączając opcję „głębia ostrości”. Obu błędów nie udało mi się uchwycić na screenshocie, jednak ten pierwszy możecie zobaczyć na tym filmiku.

Walka

Poruszanie jest tu ważne także w walce, bo ta choć pozornie wydaje się nie być zbyt oryginalna, to w gruncie rzeczy jest całkiem przyjemna i pomysłowa (przynajmniej na krótszą metę). Mając szereg wymyślnych broni (w tym na przykład wyrzutnia wybuchających misiów nazwana TNTeddy, czy choćby wyrzutnia płyt winylowych) siejemy postrach wśród bandy odmieńców i robotów, których oczywiście jest kilka rodzajów. Co ciekawe gra ma domyślnie włączone autocelowanie (przy czym na PC kursor nie blokuje się na przeciwniku; wystarczy, że jest tuż przy nim), co może wydawać się niecodzienne, ale po krótkiej rozgrywce zauważa się, że strzelanie nie jest aż tak ważne w tej grze. Sęk w tym, aby ciągle pozostawać w ruchu, gdyż pozostanie na ziemi równa się niemal natychmiastowej śmierci. Choć wydaje się być to niezbyt przyjazne dla gracza, to gra jest całkiem łatwa i nie powinna stanowić większych problemów, jeśli ktoś opanuje odpowiednie poruszanie się. Poza wszelkiej maści pukawkami korzystamy także z różnych broni do walki wręcz, które możemy naturalnie wykorzystać będąc na ziemi lub przeprowadzając atak z góry.

Rzeczony TNTeddy

Choć staram się tu nieco bronić systemu walki, to na dłuższą metę może stać się nieco powtarzalny, choć nie nużący. Wiele broni, mimo świetnych pomysłów, staje się bezużytecznych po krótkim czasie, a zakres arsenału, który potrafi wyrządzić poważną szkodę mutantom wydaje się być ograniczony. Może jest to pewien sposób na zachęcenie graczy do żonglowania dostępnymi narzędziami zniszczenia, jednak trudno nie odnieść wrażenia, że coś poszło nie tak w ich balansie.

Ulepszenia i system rozwoju

Jest to ten segment rozgrywki, który potrafi znudzić kiedy się go opisuje. Pominę więc szczegółowe omówienie systemu rozwoju, gdyż staje się on ważny dopiero, kiedy ktoś zaczyna w daną produkcję grać. Krótko mówiąc: korzystając z broni zdobywamy kolejne ich poziomy, wykonując akrobacje zdobywamy odznaki wymieniane na ulepszenia dotyczące określonych rodzajów ruchu, do broni i postaci można dokupywać ulepszenia za jedną z walut w grze (nie obawiajcie się, nie ma tutaj walut premium). Choć widać, że twórcy starali się go jakoś uatrakcyjnić dodając ciekawe efekty do niektórych ulepszeń, to nie zaangażował mnie on. Co więcej jest to system, gdzie trudno znaleźć jakieś istotne ulepszenia, często ograniczają się one do przykładowo zwiększonej siły ataku o 5%. Całe szczęście można go niemal zupełnie olać i jedynie kilka razy rozdysponować zgromadzone punkty, a gra wcale na tym nie straci, bo jest wystarczająco łatwa.

Co ma do zaoferowania Sunset City?

Mógłbym napisać, że miasto zawiera to czego spodziewalibyście się po standardowym open-worldzie. Byłoby to jednak spore uproszczenie, szczególnie zwracając uwagę na to, ile przyjemności sprawiło mi przebywanie w tym świecie i wykonywanie pobocznych celów. Oczywiście nie mogło zabraknąć tutaj znajdziek: kamery do zniszczenia; smartphony, buty, papier toaletowy i balony do zebrania, czy punkty widokowe do odwiedzenia. Co ciekawe znajdźki te wymienić można na niektóre ulepszenia. Nie to w nich jest jednak najważniejsze, ale to jak dobrze się je zbiera, choć raczej nie przekonają ludzi, którzy nie lubią takich aktywności pobocznych. Żadna ze znajdziek nie jest specjalnie ukryta, każdą możemy zebrać choćby w drodze do celu, lekko zbaczając z drogi, co wcale nie zajmuje dużo czasu. Jest ich na tyle dużo, że ciągle na jakąś się natkniemy, a jeśli ktoś chce zebrać je wszystkie, to bez problemu może kupić mapę z zaznaczonymi lokacjami. Mnie zbieranie znajdziek przypadło do gustu, bo nie trzeba mu poświęcać wiele czasu i jest ono dobrze wpasowane w mechanikę gry.

Jak widać znajdźki wpisują się w absurdalny klimat gry

Gra oferuje także całkiem szeroki wachlarz misji pobocznych i wyzwań, które wykonuje się całkiem przyjemnie, jednak nie są czymś szczególnie wyjątkowym. Czasem side questy potrafią zaoferować błyskotliwe dialogi, bądź niespodziewane zwroty akcji, ale wyraźnie odstają one od misji głównych.

Miła niespodzianka

Po ukończeniu wątku głównego czułem pewien niedosyt i wiedziałem, że zostanę z grą na dłużej, choćby po to aby pozbierać resztę znajdziek i skończyć misje poboczne. Wtem po napisach końcowych zauważyłem znacznik prowadzący do misji i zrozumiałem, że wersja PC posiada od razu wszystkie DLC, w tym dwa fabularne, a jeden dodający pakiet uzbrojenia. The Mystery of Mooil Rig oraz Dawn of the Rise of the Fallen wprowadzają nowe obszary wraz z zestawem misji pobocznych, wyzwań, nową znajdźką (balonem UFO) i rzecz jasna głównymi misjami. Pojawiają się w nich postacie z głównego wątku, co oznacza, że można się w nich natknąć na małe spoilery, ale po ograniu tych dodatków myślę, że nie ma się czego obawiać. Trudno powiedzieć o nich coś więcej, niż tyle że to więcej tego samego wraz ze wszystkimi zaletami, jak i wadami.

Jeden poważny problem

Polski język jest ciekawą rzeczą w popkulturze. Sam oglądając filmy, czy grając w gry zwykle wolę słyszeć oryginalną ścieżkę dźwiękową zamiast dubbingu, choć są produkcje, które mają świetnie wykonaną polską lokalizację. Niestety Sunset Overdrive nie należy do tej grupy. Zadziwia tutaj fakt, że nie można dostosować sobie języka dialogów i napisów z poziomu gry. Aby tego dokonać należy zmienić język Windowsa i dopiero wtedy gra włącza się z angielską lokalizacją. Nie było to dla mnie żadnym problemem, jednak warto o tym powiedzieć, gdyż niemożliwe jest granie z angielską ścieżką dźwiękową i polskimi napisami, co może stanowić pewien problem dla części graczy. Jako iż sam nie wytrzymałem długo z polską lokalizacją, więc nie czuję się uprawniony do wyrażenia o niej pełnej opinii, to pragnę zwrócić uwagę na to, że jak już wspomniałem, gra stara się być bardzo młodzieżowa, toteż używa slangu i określeń, które trudno jest przetłumaczyć na język polski. Jestem pewien, że Start International Polska dołożyło wszelkich starań, aby dobrze zlokalizować tę produkcję, jednak to zadanie okazało się wyjątkowo trudne.

Zaznaczam, że grę przeszedłem z angielskimi dialogami i napisami, więc oceniam tylko taką wersję produktu i choć uwzględniłem lokalizację polską jako minus, to nie wpływa ona u mnie na ogólną ocenę.

Dla kogo jest ta gra?

Sunset Overdrive to produkcja bardzo specyficzna i tak naprawdę trudno wskazać grupę docelową. Mnie ona bardzo przypadła do gustu i mimo wad bawiłem się przy niej świetnie. Jeśli choć część elementów, które opisałem wyżej wydaje się wam interesująca i trafia w wasze upodobania, to gorąco zachęcam do zapoznania się z tą produkcją, szczególnie za tak śmiesznie niską cenę na promocji. Życzę wam fantastycznej zabawy, a ja wracam do zebrania reszty znajdziek i pisania kolejnych tekstów dla was.

I miejmy nadzieję, że surf rock jeszcze kiedyś powróci

Po więcej newsów i recenzji ze świata gier zapraszamy na gaminguniverse.pl oraz polecamy śledzić nasze media społecznościowe, aby dostawać powiadomienia o nowych wpisach.

Źródło grafik: Insomniac Games + screenshoty z własnej rozgrywki.

Może ci się także spodobać

Zostaw Komentarz