Penumbra: Black Plauge – recenzja

przez Bearowata
0 komentarz

Tak naprawdę ta część Penumbra: Black Plague mogła by być grą samą w sobie, a poprzednia mogła by być jedynie DLC – mamy tutaj wyjaśnioną fabułę oraz rozwiniętą mechanikę – gra sprawia więc więcej przyjemności. Tytuł przestał być już tylko prezentacją nowego silnika, a stał się pełnoprawną grą – w końcu koniec zadawania pytań i powtarzalnego co róg przeciwnika.

Fabuła skupia się na wyjaśnieniu zaginięcia ojca głównego bohatera i odkrycia leku na tajemniczego wirusa. Samą przygodę uprzyjemnił mi nasz nowy, kluczowy dla fabuły przyjaciel – Clarence (albo i nieprzyjaciel? Mi osobiście nie jest tak łatwo go zaszufladkować).

Co do rozgrywki – mamy krok w przód – nowi przeciwnicy, nowe mechaniki. Twórcy budują napięcie – raz chowamy się po korytarzach, raz przechodzimy do nowego poziomu, a tam na nas czeka przeciwnik z bronią na środku korytarza, co zmusza nas do szybkich reakcji i efektywnej ucieczki.

Jedyne do czego mogę się przyczepić to fakt, że trudno mi było się domyślić co mam zrobić w danym momencie – przykład polecenia gry: muszę otworzyć drzwi – no dobrze, ale ja mam szukać klucza, łomu czy bombę zrobić? Musiałam się parę razy posiłkować internetem niestety, z drugiej strony to typowe dla studia – mimo wszystko parę lat później Amnesia działała na tej samej zasadzie.

Może ci się także spodobać

Leave a Comment