Lost Ember – recenzja

przez Bearowata
0 komentarz

Czym jest Lost Ember? Przygodówką? Z zapierającą dech historią? Z pięknymi widokami? Wielkim początkiem pewnego niemieckiego studia? I tak, i nie. Podając kilka suchych faktów – gra przygodowa z historią nawiązującą do historii państwa Inków, wydana w 2019 roku – tym samym gra debiut studia Mooneye Studios. Fabuła śledzi losy wilka i jego (nowego) kolegi światełka – oboje byli wcześniej ludźmi, ale nie mogą dostać się do Miasta Światła (eng. City Of Light), aby tam trafić wilk musi poznać swoje życie doczesne, w ten oto sposób rozpoczyna się nasza przygoda pełna zagadek, emocji (stonowanych) i kapki historii. Mechanika: każdy chapter to mały zamknięty świat, który zwiedzamy – wilk ma moce przejmowania ciał innych zwierząt, więc możemy oblecieć, przepłynąć, przekopać całe mapy – kto, co woli (oczywiście występują miejsca, gdzie potrzebujemy konkretnej umiejętności, więc i konkretnego zwierzęcia). Podczas naszej wycieczki, wilk ma za zadanie poznać wspomnienia, które rozrzucone są po całej mapie)

Osobiście w tego typu przygody bawiłam się ostatni raz… z jakieś 10 lat temu lub więcej, przez ten czas przeszłam na gatunki innego pokroju – the Forest, seria Mass Effect, także Dragon Age… – te 2 ostatnie mimo, że mocno fabularne zapewniają też dość dużą dawkę emocji, a tam gdzie mi jej brakowało nadrabiałam trzecią grą w samotne wieczory. Z tego też wynikały MOJE pierwsze odczucia związane z omawianym tytułem – przez pierwsze chwilę gry byłam naprawdę bliska poddania się, ale widząc większość pozytywnych opinii postanowiłam brnąć dalej. Początkowe zgorszenie było wywołane moim burzliwym charakterem i przyzwyczajeniem do gier innego typu. Skuszona więc, grałam dalej – tu pojawił się pierwszy argument za – wsłuchałam się w muzykę, spokojną, relaksującą, zachęcającą do dalszej eksploracji – kojarzy mi się bardzo z soundtrackiem Life is Strange (przy czym Lost Ember jest bardziej monotonna, jednak w ogólnym odczuciu nie mogę tego uznać za błąd). Przechodząc do grafiki – określiłabym ją jako bajkowa, absolutnie nie mogę ją uznać za złą – jednak tutaj jest trochę jak z różnicą w World of Warcraft, a Metinie – 2 różne style, 2 różne poglądy – jeśli idziemy tymi terminami osobiście jestem za Metinem, jednak podkreślam jeszcze raz – tutaj jest to skrajnie (podobnie jak cała recenzja) sugestywna opinia. Grafika i muzyka to jednak tylko oprawki dla tego, co jest najważniejsze w tej grze – fabuły, nie ograłam jeszcze całego tytułu- ALE już po pierwszej godzinie gry widziałam i widzę duży potencjał. Mimo, że podane wcześniej tytuły, które uznałam za reprezentatywne nie przedstawiają tego – motywy powrotów do przeszłości, odzyskiwania wspomnień, przeżywania na nowo ą jednymi z najbardziej ujmujących dla mnie. Mam tu na myśli dzieła między innymi studia Freebird Games , które zmieniły moją całkowitą hierarchię gier głownie skupionych na fabule – i w tej hierarchii Lost Ember pozycjonuje się dość mocno – głównie przez sposób przedstawienia i opowiadania historii, ale także przez nią samą w sobie. Jedyne, co mogę zarzucić twórcom (przez co też nie mogę postawić tejże fabuły na wyższym miejscu) to to, że historia idzie trochę za szybko… Od jednego wspomnienia do drugiego najczęściej tłumaczony jest cały wątek (w II chapterze zrobiłam mały błąd i obleciałam wszystkie wspomnienia w losowej kolejności i taki obrót nadawał trochę smaczku i podsycał większą ciekawość).

Podsumowując mój wywód – mamy do czynienia z mocnym zawodnikiem, jeśli chodzi o gry stricte fabularne – tutaj moje gratulacje dla debiutującego studia. Nie jest to gra dla każdego, niektóre momenty, mapy i konkretne wspomnienia mogą być nużące, jednak jeśli jesteś weteranem tego gatunku – gra warta uwagi. Grafika i muzyka, nawet jeśli nie w twoim stylu nie zniszczą ogólnego odczucia gry – śmiem twierdzić, że nawet raczej umilą. Gdybym miała ocenić grę w skali 0-10 dałabym 6,5, a gdyby słownie: naprawdę dobra.

0

Może ci się także spodobać